LOTTO Ekstraklasa. Najpierw dali pospać, potem obudzili bez drzemki. Obustronny nokaut przy Kałuży.


fot. własne/Paweł Jerzmanowski


Faworyta tego spotkania usiłowaliśmy ubrać w argumenty, liczby, analizę sportowych kryteriów. I wiecie co? Całe te możdżenie równie dobrze mogły zastąpić rzut monetą, partyjka w kółko i krzyk lub dziecięca zabawa kocha-niekocha. Jeśli czegoś mogliśmy być pewni przed tym meczem, był to szalejący przy linii Michał Probierz, łysina Mariusza Lewandowskiego i niedostatek wrzątku w części cateringowej trybuny prasowej. Tyle, koniec listy.

Jak można być pewnym zwycięstwa zespołu, który mimo pięciu zwycięstw wiosną w swoim ostatnim występie pozwala sobie wpakować dwa gole i to bez odpowiedzi. Mało tego – taką uprzejmością wykazał się w stosunku do drużyny, która miała w tym roku blisko dwa razy więcej rozegranych meczów niż zdobytych punktów. Cracovia w Niecieczy wyglądała wyjątkowo nieekskluzywnie i poległa na swój wniosek.

A teraz weźcie do ręki jojo. Niezły mecz z Legią, potem oklep od Płocka. Bezbramkowy remis z Arką, następnie wygrana z Sandecją. Podział punktów z nędzną jak piwo za złoty dwadzieścia Lechią i wyrwany punkt w Zabrzu. Nuda w Gliwicach i zwycięstwo z liderującą Jagiellonią. Góra, dół, góra dół. Przed Państwem najbliższy rywal Pasów – Zagłębie Lubin.

Początek meczu pięknie ułożył się pod kolejną komplikację prezentującą Ekstraklasę jako wyśmienity lek na deszczową chandrę. Najpierw Starzyński próbując oszukać trzech rywali, okiwał siebie. Potem jeden obrońca Pasów próbował wybić piłkę byle dalej, więc kopnął za swoje plecy, jego kolega z drużyny głową zagrał ją wprost do Tosika, ten oddał ją bodaj Culinie, który na finał popędził z nią wprost za linię boczną. Zabrakło tylko konfetti i loterii fantowej.

A potem Balić wyciągnął kopyto, skasował Ferraresso i dostał żółtą kartkę. Sędzia Jakubik zaproponował formułę full contact, więc nam przestało być zabawnie. Po dziesięciu minutach akcja Czarnogórca ciągle była „najciekawszym” wydarzeniem na murawie – wszędzie dobrze tam, gdzie nas nie ma.

W 14 minucie swojego pierwszego gola w lidze mógł zdobyć Żyra. Mares się poprzepychał, wywalczył chłopakowi piłkę, a ten nie podpalając się przesadnie usiłował technicznie pokonać Peskovicia. Wykonanie na trzy z plusem, ale za zimną krew ukłony.

Chwilę później Zagłębie powinno zgarnąć kolejną czerwoną kartkę. Culina wybiegł z kontratakiem, przed sobą mając tylko bramkę z opuszczonym Hładunem, podczas gdy dopadł go Czerwiński i elegancko położył na murawie. Jaki wymiar kary? Ale niech mi to będzie ostatni raz i żółta. Komisja Dyscyplinarna mogła tylko bezradnie rozłożyć ręce.

Niewiele minęło, a kolejne żółtko dla Zagłębia wyłapał bezradny wobec dryblingu Hernandeza Tosik. Zagłębie wyglądało jakby w dalszym ciągu zbierało karteczki.

Z czysto piłkarskich wydarzeń dało się odnotować tylko niekończące się wymiany podań i walkę w środku pola. Wszystko wskazywało na to, że z ośmiu weków wybraliśmy ten, w którym pokrywka akurat nie załapała. Naszą uwagę zwracał młody Żyra – bez kompleksów rozgrywał, pokazywał się kolegom, po prostu kumał, o co w tej zabawie chodzi. Jak trzeba, przetrzymał futbolówkę, by rywal zszedł mu z drogi. Jak była okazja, odgrywał bez przyjęcia. Bez wątpienia ciekawy chłopak.

Poza tym spotkanie wyglądało jak niekończąca się przerwa na papierosa. Wybaczcie, ale zwyczajnie nie było o czym pisać. Docierający na prasową zapach grillowanego mięsa idealnie komponował się z piknikiem, jaki urządzili sobie zawodnicy obu ekip. Nie żeby nie próbowali – ale wszystkie strzały były słabe bądź niecelne. Bramkarze fruwali po notę.

W 48 minucie w końcu obejrzeliśmy przemyślaną i wypracowaną na treningach akcję. Na skrzydło uciekł Culina, dośrodkował do Piątka, a ten pozostawiony na pastwę swojej niezdarności nie zdołał oddać strzału i podał do Dimuna, by ten poddał próbie Hładuna. Zagłębie momentalnie odpowiedziało – najpierw strzałem Matuszczyka, po którym napocić się musiał Pesković, następnie akcją Maresa. Napastnik minął Ferraresso i oddał strzał z dystansu, dzięki czemu gościom udało się wyjść na prowadzenie. Sprawiający wrażenie przejedzonego piłkarz Zagłębia przyłożył aż miło, w samo okno.

Czy coś drgnęło? Tąpnięcie to jeszcze nie trzęsienie ziemi. Cracovia próbowała odgryźć się Zagłębiu, raz nawet Rakels przyfanzolił, lecz jak to on – celownik na Maroko i piłka poszła tam, gdzie wzrok nie sięga. Zagłębie spokojnie rozgrywało, czekając na dziury w ustawieniu gospodarzy. Mares zszedł na skrzyło, Tuszyński pojawił się na środku ataku i tak sukcesywnie podszczypywali defensywę Pasów. Piłkarze Probierza potrafili przedostać się w pole karne gości, ale na tam ich siłę ognia tłumili obrońcy drużyny z Lubina. Emocji było tyle, co na grzybobraniu w listopadzie.

W 71 min Wdowiak zaliczył wjazd z buta. Kilkadziesiąt sekund po wejściu na murawę wpakował się w pole karne, tam usadził go Dąbrowski i sędzia Jakubik odgwizdał przewinienie. Piątek z tylko sobie znanych powodów przetiptopkował do piłki, jednak ostatecznie udało mu się pokonać Hładuna strzałem tuż przy słupku. Pomysł na wykonanie rzutu karnego wzięty chyba wprost ze sportowememy.pl, ale skoro coś głupiego działa, to nie jest głupie.

Cztery minuty zajęło Cracovii posłanie Zagłębie na deski. Z rzutu rożnego dośrodkowanie na piątym metrze na gola zamienił Piątek. Wszystko na oczach Adama Nawałki oraz Bogdana Zająca. Akurat wtedy, kiedy odblokowali się Teodorczyk, Wilczek i Świerczok. Ma chłop zapłon.

W 82 minucie powinno mogło być pozamiatane. Najpierw Piątek ze skrzydła wbiegł w pole karne, by próbować podcinki nad Hładunem, zaś nieudaną sztuczkę finalizował jeszcze Dimun. Efekt? Jeden z kibiców Cracovii ucieszył się z prezentu w postaci piłki. Jak wiele przez to gospodarze stracili, okazało się w samej końcówce. W 91 minucie słaniające się na nogach nogą Pawłowskiego odwinęło się Pasom w akcie desperacji. Cudowny strzał z dystansu pomocnika lubinan.

Najpierw obie ekipy nas uśpiły, potem Zagłębie wyprowadziło cios, by niebawem wylądować na glebie i dać się wytarmosić Piątkowskiemu. Będąc obalonym, zadało Cracovii cios na wątrobę. Jojo.

 

Cracovia 2:2 Zagłębie Lubin

51’ Mares

72’ Piątek (k)

76’ Piątek

90+1’ Pawłowski

Cracovia: Pesković, Ferraresso (84’ Fink), Helik, Dytiatiev, Siplak, Covilo (71’ Wdowiak), Dimun, Zenjov (55’ Rakels), Hernandez, Culina, Piątek

Zagłębie: Hładun, Guldan, Dąbrowski, Kopacz, Czerwiński, Matuszczyk, Tosik (63’ Tuszyński), Żyra (56’ Jagiełło), Balić, Starzyński (78’ Pawłowski), Mares

Żółta kartka: Siplak, Dytiatiev – Balić, Czerwiński, Tosik, Mares, Kopacz, Guldan

Czerwona kartka: –

Sędziował: Krzysztof Jakubik (Siedlce)

Widzów: 2231




Komentarze


Lubisz to? Podziel się ze znajomymi!

0
49 udostepniania

LOTTO Ekstraklasa. Najpierw dali pospać, potem obudzili bez drzemki. Obustronny nokaut przy Kałuży.