Puchar Włoch. Szczęsny kilkukrotnie poproszony o zejście z hamaku. Awans Juve do półfinału.




Jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia media sportowe we Włoszech rozpoczęły dyskusję na temat możliwości kontynuowania kariery przez Gianluigiego Buffona o kolejny rok. Warunek? Zwycięstwo w finale Ligi Mistrzów, podobno. Następnie, to już historia z ostatnich godzin, sam Gigi publicznie udzielił rady najbardziej kozackiemu włoskiemu bramkarzowi młodego pokolenia Gianluigiemu Donnarummie, by ten w przyszłości rozważył transfer do Juventusu.

Co za tym idzie wokół Wojciecha Szczęsnego zrobiło się ostatnio dość cieplutko. Jak najlepiej odpowiedzieć na szerzące się spekulacje kwestionujące jego dalsze losy w Juve? Najlepiej świetnym występem w derbowym meczu z Torino w walce o awans do półfinału Pucharu Włoch, licząc wszystkie rozgrywki siódmym z rzędu w podstawowym składzie. Czy Wojtek ogarnął i przyładował pięścią w stół?

Blisko pierwszej interwencji był już w 11 minucie, kiedy Sturaro upomniał się o wizytę u okulisty i Berenguer stanął oko w oko z naszym reprezentantem. Jego strzał poszedł w maliny, lecz Szczęsny dostał jasny sygnał – na Sturaro trzeba będzie parę razy krzyknąć, by mu pomóc dobrze się ustawić.

Co ciekawe, po drugiej stronie boiska zdecydowanie więcej okazji do popisów miał… Vanja Milinkovoić-Savić. Pamiętacie nabuzowanego byczka, który jeszcze w barwach Lechii dymił na stadionie w Poznaniu? Tak, dobrze myślicie. Co najważniejsze, do momentu utraty pierwszego gola to dzięki jego postawie Torino trzymało się ramy.

Przy okazji naprawdę warto obejrzeć tę bramkę.

https://twitter.com/Socccer_LENS/status/948648329197613063

W 17 minucie Sturaro ponownie wysłał na arenę Szczęsnego, którego po długim podaniu  w pole karne i strzale z ostrego kąta finalnie uratował słupek, zaś minutę później Polak zaliczył pierwszą dobrą interwencję, łapiąc w koszyczek strzał z dystansu. Wojtek musiał się pilnować, bowiem jego obronę od linii napadu Juventusu dzieliła tona pewności siebie. Niewiele później zanotował kolejne dobre zagranie, zbierając dośrodkowanie rywali w rękawice.

Kiedy trzeba było zatrzymać rozpędzonych rywali, Wojtek nie spał, choć spójrzmy prawdzie w oczy – długimi momentami mógł swobodnie popijać espresso i czytać prasę. Juve bowiem sukcesywnie rozkładało Torino na czynniki pierwsze, dzięki czemu nawet Szczęsny mógł się brać za rozgrywanie całkowicie bezkarnie. Trzeba zaznaczyć, że polski bramkarz umiejętnie wyprowadzał kontrataki gospodarzy, jeśli zachodziły stosowne ku temu okoliczności. Z piłką przy nodze prawdopodobnie potrafi więcej niż Thiago Cionek – dopiero teraz robi się nam smutno.

W drugiej połowie Szczęsny, w co trudno uwierzyć, miał jeszcze mniej do roboty. Nie musiał kasować… ani jednego celnego strzału Torino. Zero, null, serio. Razem z Mariną mogli w polu karnym spokojnie nakręcić teledysk do jej nowej piosenki, udzielić wywiadu o ich życiu w Turynie i przy tym wszystkim nie stracić gola – wówczas jego koledzy z drużyny gnębili gości na ich połowie. Drugą sztukę dołożył Mandżukić i Juve zameldowało się w przedsionku sceny głównej Pucharu Włoch, a Szczęsny odnotował ósme czyste konto w dwunastym występie tym sezonie.

 




Komentarze


Lubisz to? Podziel się ze znajomymi!

0
166 udostepniania

Puchar Włoch. Szczęsny kilkukrotnie poproszony o zejście z hamaku. Awans Juve do półfinału.