fot. własne/Paweł Jerzmanowski

Lotto Ekstraklasa. Znowu kontrowersje w meczu Legii z Lechem. Ale o co tym razem chodzi? (komentarz)


2
2 points


Od wczorajszego wieczoru jednym z głównych tematów rozmów piłkarskich jest to, czy karny dla Legii w meczu z Lechem powinien zostać podyktowany czy nie. Niemało osób doszukuje się wręcz teorii spiskowych, że sędziowie jak zawsze faworyzują Legię, Marciniaka odciągają od czci i wiary, rykoszetem obrywa matka sędziego, wedle których uprawia mało chwalebny zawód, a Poznaniacy w ogóle zostali okradzeni, bo Warszawianie kupili mecz, sugerując, że korupcja w polskiej piłce dalej ma się dobrze. Czy jednak faktycznie karnego nie powinno być?

Przyjrzyjmy się jeszcze raz tej sytuacji:

Ręka była? Oczywiście była. Czy sędzia Marciniak powinien odgwizdać faul. Zgodnie z przepisami oraz aktualnymi wytycznymi/zaleceniami powinien. Wiele osób mówi, że Kostevysh nie widział, gdzie jest piłka, więc nie miał zamiaru zagrać ręką, ergo nie powinien zostać odgwizdany karny. Spójrzmy zatem to przepisów.

Zgodnie z powyższym, to że Kostevysh nie widział, gdzie jest piłka, nie miało najmniejszego znaczenia. Znacząco powiększył obrys ciała, a i ręce zawodnika były w nienaturalnej pozycji. Walkę o pozycję wygrał Mączyński, zastawiał się czym starał się utrudnić zadanie Ukraińcowi. To, że lewy obrońca Lecha miał rozłożone ręce i nie skontrolował, gdzie jest piłka, jest tylko i wyłącznie jego błędem technicznym, co chyba niemal od razu zrozumiał. Początkowo chciał jeszcze coś wytłumaczyć sędziemu, ale jak widział, że nic nie ugra od razu schował głowę w ręce, rozumiejąc jaką głupotę zrobił, a po końcowym gwizdku momentalnie zszedł do szatni. Zaraz pewnie zlecą się osoby, mówiące: „Ale przecież to była naturalnie ułożona ręka, nikt przecież nie trzyma rąk przy sobie, jak skacze go góry?”. Problemem jest jednak to, że zgodnie z obecną wykładnią jaka panuje w PZPN, takie coś jest uznawane za nienaturalne ułożenie ręki. Jeżeli byłaby inna wykładnia i inne wytyczne niż te jakie są obecnie przyjęte przez organ zarządzany przez p. Przesmyckiego, wtedy gra zostałaby puszczona dalej. Sędzia Marciniak widział sytuację, ale jeszcze dla pewności konsultował tą decyzję z asystentem oraz arbitrem, który obsługiwał VAR i wszyscy doszli do wniosku, że kontakt z ręką był, stąd decyzja o karnym, ale i przez to o te kilka sekund przedłużyła się decyzja, o co też część kibiców miała żal do sędziego.

O tym, że ręka była mówił nawet bezpośrednio po meczu Radosław Majewski, uznając, że szkoda, że sędzia nie pomylił się w ten sytuacji.

https://twitter.com/MariuszLegia/status/970378881705365506

Śmieszą również wypowiedzi Nenada Bjelicy w Canal+Sport oraz Łukasza Trałki na antenie weszło.fm. Stwierdzili oni, że w takim meczu, w takim momencie, takich karnych się nie gwiżdże. Czyli dobrze rozumiemy, że jeżeli to by była 20 minuta meczu Termalica – Sandecja, to można było odgwizdać karnego, ale że to była 87 minuta meczu Legia – Lech to już nie można było odgwizdać. Wiadomo, że taka sytuacja boli, ale w tym wypadku punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia. Gdyby chodziło o inny zespół, w innym meczu dyskusja o karnym zakończyłaby się 15 minut po meczu lub max po zakończeniu Ligi+Extra.

https://twitter.com/LegiaWarszawa/status/970614819840806912

Nawet zakładając, że odgwizdanie karnego nie było zgodne z szeroko rozumianym i często używanym duchem gry, to była ona w 100% zgodna z panującymi przepisami oraz wytycznymi. Z resztą to nie jest pierwsza (i na pewno nie ostatnia) taka sytuacja w naszej Lotto Ekstraklasie, podyktowano wątpliwego karnego po nierzadko przypadkowym uderzeniu piłki ręką. Przykład? A chociażby nawet posądzana przez wielu o przekupstwo Legia we wrześniowym meczu ze Śląskiem Wrocław. Piłkę źle przyjął kolanem Adam Hlousek, czym podbił sobie futbolówkę. Kamery Canal+ nie był ustawione dobrze w tej sytuacji i ciężko jest ostatecznie ocenić czy w ogóle tam był kontakt piłki z ręką plus dodatkowo obrońca Legii znajdował się nogami tuż za polem karnym i gdyby być bardzo dokładnym to nie wiadomo czy w ogóle karny powinien zostać odgwizdany, czy nie powinno być tylko rzutu wolnego (zakładając że jednak piłka dotknęła ręki). Sytuacja w której było jeszcze więcej przypadku, niż w sytuacji z niedzielnego meczu Legii z Lechem. Czech zdecydowanie nie chciał zagrać piłki ręką, popełnił bardzo prosty błąd techniczny i mógł uderzył w uniesioną rękę. Czasu na odpowiednią reakcje było mało, bo ile mogło zająć dolecenie metr w górę piłki, pół sekundy? To jednak nie miało żadnego znaczenia dla arbitra tego spotkania Jarosława Przybyła i wskazał na wapno.

Z samych spotkań Legii znalazłoby się jeszcze kilka podobnych sytuacji (w tym Pazdan w meczu z Zagłębiem Lubin), a gdyby dokładniej poszukać, w spotkaniach innych drużyn Ekstraklasy to jeszcze więcej takich przypadków by się pewnie znalazło. To jednak to spotkanie wywołało najwięcej dyskusji, bo no w końcu hit naszej ligi. Tak jak jednak można zgodzić się, że w spotkaniach pomiędzy tymi zespołami w Warszawie było trochę smrodu, jak np. rok temu, kiedy Hamalainen strzelił bramkę w 93 minucie będąc na spalonym, tak tutaj nie widzę kompletnie powodu, dla którego aż tyle się mówi i odciąga się wszystkich możliwych od czci i wiary.

Jedynie do kogo można mieć pretensje po tym spotkaniu, to do Kostevysha, że w bardzo głupi sposób sprokurował rzut karny dla rywala. W żaden sposób ranga spotkania, minuta itd. nie może determinować tego, czy powinien być faul/karny czy też nie. Może i ten przepis jest lekko nieżyciowy, ale jest, przez co powinno się do niego stosować.

„Dura lex, sed lex”. Twarde prawo, ale prawo





Like it? Share with your friends!

2
2 points