Czy istnieje życie po Legii? | PolskaPiłka24.Net

Czy istnieje życie po Legii?

Podczas zimowego okienka transferowego linia ofensywna Legii Warszawa przeszła małe trzęsienie ziemi. Odszedł król strzelców Ekstraklasy poprzedniego sezonu i lider aktualnego, Nemanja Nikolić oraz nie mniej skuteczny Aleksandar Prijović. Blisko było też odejścia Michała Kucharczyka, ale dzięki „rekomendacji” Stanisława Czerczesowa „Kuchy” pozostał w Warszawie. W ich miejsce zostali sprowadzeni Tomas Necid i Daniel Chima Chukwu. Mimo szczerych chęci włodarze Legii zamienili siekierkę na kijek parafrazując lekko wiersz Jana Brzechwy.

Ani Necid, ani Chima Chukwu mistrzów Polski nie zbawili. Czeski napastnik wypożyczony z Bursasporu wystąpił w koszulce Legii zaledwie siedmiokrotnie (336 minuty na boisku) zdobywają zaledwie jedną bramkę (na wagę zwycięstwa z Cracovią w 30. kolejce) i zaliczył jedną asystę (na samo rozpoczęcie przygody z Legią przeciwko Arce. Tak jak wspominaliśmy zawodnik jest jedynie wypożyczony do Warszawy i coraz więcej na to wskazuje, że za kilka tygodni zakończy się przygoda Czecha z „Wojskowymi”. Statystyki „Predatora” DCC wyglądają jeszcze gorzej. W pierwszym zespole zagrał jedynie 18 minut (10 minut w Ekstraklasie i 8 w Lidze Europy). Co prawda zdobył nawet dwie bramki, ale w III-ligowych rezerwach, a jak do tej pory w stolicy Polski zasłynął jedynie tym, że na początku swojej przygody trenował w za małych butach, przez co nabawił się kontuzji oraz jadąc na trening pomylił stadiony i zamiast na Stadion Miejski im. marszałka Józefa Piłsudzkiego trafił na PGE Narodowy. Ot taka mała różnica (jakieś 20 tysięcy miejsc). To sprawiło, że za strzelanie bramek dalej musi odpowiadać stara gwardia w postaci Miroslava Radovicia, Michała Kucharczyka (jak tylko nie jest w gabinecie lekarskim), bądź inni nienominalni napastnicy.

A jak przedstawia się sprawa z tymi, którzy latem opuścili stolicę Polski na rzecz Chicago oraz Salonik? Przez blisko półtorej roku Nikolić był królem Warszawy, a teraz jest królem drugiego co do wielkości polskiego miasta. Węgier świetnie odnalazł się w Chicago zdobywając 8 bramek w 10 spotkaniach MLS, a dodatkowo zaliczył dwie asysty. Blisko 30 letni zawodnik po zmianie otoczenia, utrzymał formę jaką błyszczał na boiskach Lotto Ekstraklasy, spełniając przy okazji swój własny „american dream”. Około miesiąc temu Nikolić udzielił wywiadu „Przeglądowi Sportowemu” w którym skrytykował podejście trenera Jacka Magiery: „Zasłużyłem na więcej szacunku od trenera. Tymczasem on nawet nie wyjaśnił mi, dlaczego nie grałem.”. Jednocześnie przyznał, że gdyby jesienią otrzymał propozycję nowego kontraktu, na – co wiadome – lepszych warunkach rozważyłby nową umowę, tym bardziej, że podobne warunki otrzymali zawodnicy, którzy przyszli na Łazienkowską zimową porą.

Aleksandar Prijović też nie może narzekać na spadek formy po tym jak zamienił chłodną Warszawę na gorące Saloniki. Do tej pory zagrał w 15 spotkaniach zdobywając 8 bramek i zaliczając jedną asystę. Ciut gorzej jak „Niko”, ale i tak jest to bardzo dobry wynik. Być może statystyki byłby jeszcze lepsze, ale kilka spotkań „Prijo” musiał opuścić ze względu na kontuzje. Dodatkowo na finiszu rozgrywek PAOK zajął 2 miejsce i w przyszłym sezonie zagra z Lidze Europy. Nie to samo co w tym roku przygoda Legii w Lidze Mistrzów, ale też raczej nie powinien narzekać.

16 bramek – tyle łącznie strzelili Nikolić i Prijović w nowym roku, po tym jak zimą odeszli z Legii. Włodarze klubu przy Łazienkowskiej zapewne wiele by oddali by obecni napastnicy „Wojskowych” byli chociaż w połowie tak skuteczni jak wspomniana wyżej dwójka. Strzelanie bramek rozłożyło się teraz na większą liczbę zawodników, ale nie ma teraz w Warszawie takiego napastnika, który robiłby różnicę. Nie ma kogoś takiego, żeby można było typową „lagę na napastnika” i może się uda. Tacy to byli zawodnicy. Można było na nich grać piłkę w pole karne i nawet jak nie do końca zostanie ona celnie zagrana, to było duże prawdopodobieństwo, że gdzieś futbolówka zaplącze się między ich nogami i wpadnie do siatki.

Kończąc tekst można zacytować tym razem fragment „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego, odnoszący się do tego jacy byli, a jacy są nominalni napastnicy Legii: „Miałeś, chamie, złoty róg; miałeś, chamie, czapkę z piór”. Od tego czy Warszawianie mimo braku typowego snajpera zdobędą tytuł czy nie, zależeć będzie czy powtarzając powyższy cytat trzeba będzie dopowiadać dalszą część „…ostał ci się ino sznur; ostał ci się ino sznur”.

Komentarze






Share this post

Michał Szumański

Warszawiak od ponad 20 lat. Koneser piłki krajowej jak i zagranicznej. Fan zarówno tych największych klubów, jak i niedocenionych.