Drugi raz w Kielcach, drugi raz w trąbę. Wisła znowu nie ogarnęła Korony.


fot. Pawel Jerzmanowski

Koncentrując się wyłącznie na dorobku punktowym obu klubów, dwója jak w mordę strzelił, chyba byśmy nawet nie ryzykowali podpórki. Szóste miejsce w starciu z dziesiątym, pięć ligowych zwycięstw kontra trzy w dziewięciu kolejkach. Wisła do Kielc mogła jechać na grzyby, przy okazji zaliczając kurtuazyjną wizytę w Arenie Kielce celem odbioru trzech punktów.

Kiedy jednak bliżej przyjrzeliśmy się sytuacji Białej Gwiazdy, jej przewaga psychologiczna momentalnie zaczęła  rozłazić się w szwach. Dwanaście strzelonych goli, z czego siedem na koncie Carlitosa. Wniosek? Wystarczy podłączyć prześladowcę pod napastnika Wisły, by zneutralizować jej siłę rażenia. Jak sobie radzi bez Hiszpana, mieliśmy okazję oglądać ostatnio w… Kielcach. Korona wzięła pod obcas zawodników Kiko Ramireza, a ci kompletnie bezradni nie potrafili wykorzystać przewagi liczebnej i nie pokonali Gostomskiego ani razu. Tym samym Korona wywaliła z Pucharu Polski Wisłę, dzięki czemu przystępowała do ich pojedynku ligowego z pozycji siły.

Z drugiej strony gdyby to było takie proste – powstrzymać Carlitosa – ten nie miałby na koncie aż siedmiu goli. Gość jak opętany kręci bączki na boisku, piłka klei mu się do buta, trzeba by mu chyba założyć kajdanki i połknąć kluczyk, by go skutecznie wyłączyć z gry. A do składu Wiślaków wracał też turbo Patryk Małecki, którego współpraca z Sadlokiem od dłuższego czasu wygląda jakby ją zaprogramowano co do milimetra. Istniała więc spora szansa, że obejrzymy całkiem sensowne spotkanie.

Pierwsze jego minuty rzeczywiście potwierdzały nasze przypuszczenia, bowiem piłka chodziła między piłkarzami obu drużyn jak nakręcona. Świetnie przygotowana murawa pozwała na wymiany dokładnych podań – piłka nie odskakiwała, chodziła aż miło. Po jednej z takich wymian strzelał w 7 minucie Żubrowski, lecz Buchalik poradził z tym sobie bez trudu. Sekundy później próbował też Możdzeń, ale zamiast w bramkę, trzasnął Arsenicia. Generalnie to Korona sprawiała wrażenie lepiej zorganizowanej w ataku – wystarczyły jej trzy, cztery podania, by się zameldować w okolicach pola karnego bramkarza Białej Gwiazdy. Wiślackim atakom tempo dyktował pośpiech, przez co łatwo tracili oni futbolówkę najczęściej w okolicach dwudziestego piątego metra połowy gospodarzy.

W tej części gry to Korona lepiej przemieszczała się po boisku. Jej zawodnikom częściej udawało się zbierać piłkę zagraną byle gdzie w sytuacjach bark w bark, szybciej doskakiwali do rywali, raz za razem ładowali się w strefę umożliwiającą oddanie groźnego strzału na bramkę Buchalika. W tyłach również prezentowali się tak, jakby obrońców przez ostatni tydzień pojono walerianą – pełna koncentracja, luz, swoboda. Świetnie współpracował z nimi  Żubrowski – wychodząc do podań dawał im dodatkowy wariant rozegrania akcji ofensywnej w oparciu o rozciągnięcie drugiej linii Wisły.

W 26 minucie Cebula zabawił się z defensywą Wisły, dryblując między trzema jej zawodnikami, i kto wie, jakby to się skończyło, gdyby na sam koniec nie okiwał sam siebie. Trzy minuty później wysłany na wolne pole Małecki dobrze dośrodkował na dalszy słupek do Carlitosa, jednak tego drugiego ubiegł obrońca rywali i ze znakomicie zapowiadającej się akcji wyszło wielkie nic.

Nieco inaczej ułożyła się kolejna sytuacja dwie minuty później. Nieco przypadkowe, aczkolwiek udane długie odegranie Małeckiego do Carlitosa, ten popędził z piłką sam na sam z Gostomskim, dał się jeszcze dogonić Kovaceviciowi, ale chyba tylko po to, by zaliczyć podwójne widły. Zarówno obrońca Korony, jak i jej bramkarz zaliczyli tunel przy strzale Hiszpana i zrobiło się 0:1. Korona dała się postrzelić własną bronią. Po pierwsze Małecki zapewne by się nie zdecydował na takie zagranie, gdyby nie pędzący na niego rywal. Po drugie Carlitos dzięki wysoko stojącym obrońcom gospodarzy miał tyle miejsca na oddanie strzału, że można by tam postawić miejskie kąpielisko wraz z lodziarnią na sto miejsc siedzących.

Ciągle jednak to Korona lepiej wyglądała na drużynę ciekawiej poukładaną. Zamiast siąść na dupie po stracie bramki, ruszyli na Wisłę i w 37 minucie zdołali wywalczyć rzut rożny. Świetne dośrodkowanie Kiełba Kovacević zamienił na gola strzelonego Górskim. Po prostu. Sieknął ze łba, trafił w drewniaka i piłka wpadła do siatki. Gwoli sprawiedliwości strzał Kovacevicia był tak udany, że gdyby nie kolega, Wisła miałaby rzut z autu. Dwa gole, oba pod patronatem zbiegu okoliczności.

Druga połowa wystartowała kropka w kropkę jak pierwsza. Korona z rozmachem pchała się pod bramkę Wisły, która też w dalszym ciągu realizowała swoją taktykę – ośmiu szuka Małego, a Mały odpala Lopeza. Łopatologicznie, ale co z tego? Gdyby nie minimalny spalony napastnika Białej Gwiazdy, ten miałby kolejne sam na sam. Jak coś jest głupie, ale działa, to nie jest głupie.

Korona gniotła Wisłę ile tylko miała sił. Szybkimi podaniami, nieustannym przemieszczaniem się formacji oraz wymiennością pozycji skutecznie wytrącała Wisłę z równowagi. W 57 minucie taktyka wojny totalnej przyniosła oczekiwany skutek. Kiełb zbiegł w sam narożnik boiska i posłał mocne dośrodkowanie, które na precyzyjny strzał zamienił Cvijanovič. Cyk, cyk, wolej, gol. Przeczytanie tego zdania zajmuje więcej, niż trwała ta akcja.

W 65 minucie mogło się zrobić 3:1. Arsenić z Wojtkowskim zrobili po swojej stronie dni otwarte, dzięki czemu Korona bez problemu tamtym sektorem wbiła się w pole karne Buchalika. Znowu farfoclowaty strzał spadł pod nogi Górskiego, lecz sędzia odgwizdał pozycję spaloną. Co jednak myśleli wyrabiali wtedy defensorzy Białej Gwiazdy, dając gospodarzom tyle miejsca do zabawy – doprawdy nie wiemy, jak można spać na stojąco.

Wiśle brakowało pomysłu i mocy, by przycisnąć Koronę. Carlitos grał z Małeckim, Małecki z Carlitosem i gdyby ich wymontować z drużyny Białej Gwiazdy, zostałby piach i cisza. Za to Korona konsekwentnie realizowała swój plan i w 81 minucie Jukiciowi wymianie podań na jeden kontakt zabrakło może dwudziestu centymetrów, by podnieść wynik na 3:1 strzałem po ziemi. Odpowiedzieć zaraz po tym mogła Wisła, oczywiście nogami Małeckiego i Carlitosa, ale nie skleił im się kontratak. Zresztą jak cały ten mecz.

W 89 minucie kolejny atak gospodarzy rozprowadził Rymaniak – serio -, mijając obrońcę Wisły i podając prostopadle – serio serio – do Soriano i tylko sprawności fizycznej Buchalika Biała Gwiazda zawdzięczała utrzymanie wyniku. Rzecz w tym, że to ona powinna pracować nad jego zmianą, ale do ostatniego gwizdka nic takiego nie miało miejsca.

 

Korona Kielce 2:1 Wisła Kraków

31’ Lopez

37’ Górski

57’ Cvijanovič

Korona: Gostomski, Rymaniak, Kovacević, Diaw, Gardawski (72’ Kosakiewicz), Żubrowski, Możdżeń, Cebula, Cvijanovič (63’ Jukić), Kiełb, Górski (75’ Soriano)

Wisła: Buchalik, Cywka, Arsenić, González, Sadlok, Basha, Małecki, Llonch (65’ Bartosz), Wojtkowski (73’ Jesus Imaz), Bałaniuk (52’ Pérez), Lopez

Żółta kartka: Kovacević – Cywka, Arsenić

Czerwona kartka: –

Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa)

Komentarze

What's Your Reaction?

Zdziwiony Zdziwiony
0
Zdziwiony
Smutne Smutne
0
Smutne
Słabe Słabe
0
Słabe
Super! Super!
0
Super!
OMG OMG
0
OMG

Drugi raz w Kielcach, drugi raz w trąbę. Wisła znowu nie ogarnęła Korony.

Choose A Format
Personality quiz
Series of questions that intends to reveal something about the personality
Trivia quiz
Series of questions with right and wrong answers that intends to check knowledge
Poll
Voting to make decisions or determine opinions
Story
Formatted Text with Embeds and Visuals
List
The Classic Internet Listicles
Countdown
The Classic Internet Countdowns
Open List
Submit your own item and vote up for the best submission
Ranked List
Upvote or downvote to decide the best list item
Meme
Upload your own images to make custom memes
Video
Youtube, Vimeo or Vine Embeds
Audio
Soundcloud or Mixcloud Embeds
Image
Photo or GIF
Gif
GIF format