Ekstraklasa: Cracovia dalej pogrążona w śpiączce, Probierz nie panuje nad sytuacją.


fot. arkowcy.pl/Wojciech Szymański

Aktualną dyspozycję Cracovii najlepiej odzwierciedlała pomeczowa konferencja prasowa po pucharowym spotkaniu z Zagłębiem Lubin. Zazwyczaj żądni odpowiedzi Michała Probierza dziennikarze tym razem właściwie milczeli. Zadano dwa krótkie pytanie, po którym padły dwie treściwe, aczkolwiek również niezbyt długie odpowiedzi. Dominowała cisza. Bo ileż razy można pytać o to samo? Co poszło nie tak? Czemu drużyna zamiast realizować założenia taktyczne, biega po boisku jakby wyrabiała kilometrówkę? Czemu zespół po pierwszym uderzeniu zamiast zbierać się do ataku, rozsypuje się jak zamek z piasku?

Sprawdziliśmy kiedy ostatnim razem Pasy rozpoczęły sezon w Ekstraklasie w równie beznadziejnym stylu. Długo nie musieliśmy szukać, plus minus trzy minuty wertowania historii dało nam odpowiedź, że taka anemia dopadła Cracovię w sezonie 2011/12. Wtedy to po dziewięciu kolejkach Cracovia również miała na koncie tylko jedno zwycięstwo, w międzyczasie sześciokrotnie zbierając baty i dwa razy remisując. Jak to się skończyło dla Pasów, część z was powinna pamiętać. Nie ogarnął Szatałow, nie pomógł Pasieka, spadek przyklepał Kafarski, którego na do widzenia zwichnięta ambicja odłączyła od rozumu podczas gdy opowiadał dyrdymały o licencyjnej dzikiej karcie.

Z każdym kolejnym meczem przy Kałuży wracały śpiewające „Time to say goodbay” demony przeszłości. Jednocześnie wydawać by się mogło, że jedenasta w tabeli Wisła Płock to niezła okazja, by odbić się od dna. Problem Cracovii polegał na tym, że piłkarze Jerzego Brzęczka w ostatnich meczach potrafili dwoma golami dopaść uciekającemu im Zagłębie, a potem bez większego trudu walnąć trójkę Pogoni. Jakby to zgrabnie ujął Wąski – to nie są żadne leszcze, Stefan.

I Cracovia zdawała się doskonale to rozumieć. Rozdygotana rozpoczęła mecz od dalekiego zagrania Malarczyka wprost do chłopaka podającego piłki. Chwilę później Zenjov zamiast odegrać do Piątka, postanowił dogrzać Kiełpina płaskim podaniem. Festiwal telepatki przedłużył ponownie Malarczyk, wyrzucając piłkę za linię końcową swojej połowy, a zakończył go Covilo koślawym dośrodkowaniem do nikogo. Wcześniej jeszcze piłkarzom Pasów znikł Szymański, dzięki czemu mógł potężnie zasunąć wolejem na bramkę Sandomierskiego. Nerwy, nerwy i jeszcze raz nerwy. Piłkarze Probierza wyszli pospinani jak na pierwszy egzamin na prawko, czego można się było spodziewać, biorąc pod uwagę ich poziom zanurzenia.

Jak bardzo przeżywali ten mecz, idealnie obrazowało zachowanie Piątka z 14 minuty. Przerzucił piłkę nad Recą, wyszedł sam na sam z Kiełpinem, poczekał na Sielewskiego, by posadzić go na dupie – do tego momentu profesura – po czym uderzył z siódmego metra obok słupka. Umiejętności piłkarskie przegrały z przeładowaną głową.

Płocczanom udzieliła się atmosfera wyrywania ósemek, bowiem kiedy Cracovia zaczęła się panoszyć pod ich polem karnym, piłkarze Brzęczka w siedmiu nie potrafili skutecznie wypierdzieli piłki na hejnał. W efekcie obejrzeliśmy akcję kolejki w kategorii „miejcie litość”. Kopanina jak malina, cudem się nie pozabijali.

Oba zespoły grały dość wolno, często nieskładnie, a przede wszystkim czytelnie dla przeciwnika. Nawet Furman, znany przecież z bardzo dobrze ułożonej nogi, w 28 minucie tak rozegrał rzut rożny, że wyrzucił akcję na trzydziesty metr, gdzie hulał wiatr i rosły krzaki. Podobnie jak Wójcicki w 39 minucie, kiedy niezłą kontrę rozłożył na łopatki lobem w okolice sektora gości. A że znajdował się on za linią końcową po stronie pomocnika Pasów, możecie sobie wyobrazić tę maestrię. Pierwsza połowa spotkania była epizodem w całości do zapomnienia.

Ciekawie prezentował się Michalak, szarpiąc w swoim sektorze, przy czym parokrotnie popisywał się świetną techniką użytkową. Krótkie prowadzenie piłki, gaszące przyjęcie mocno zagrywanych podań. Jest nadzieja, że kiedyś pokopie w nieco poważniejszych okolicznościach sportowych.

Nawet Covilo dał się naciągnąć w 40 minucie na błąd, którego nie potrafił wykorzystać Merebashvili, waląc prosto w Sandomierskiego. W 43 minucie na rajd zdecydował się Stefańczyk, o dziwo prawie udany. Minął Mihalika, Fink puścił go za darmo, a ten chyba w ramach rewanżu tak dośrodkował, że wywalczył rzut z autu dla gospodarzy. To się nie działo naprawdę.

Podobne odczucia mieliśmy od samego początku drugiej połowy. Cracovia rozpoczęła ją z rozmachem, grając szybko i kombinacyjnie, zupełnie jak nie ona. Efekt? Świetna okazja do strzelenia bramki Hernandeza z 47 minuty. Kibice Pasów gotowi pomyśleć, że ich drużyna w końcu ruszy do natarcia, dwie minuty później zaliczyli twarde lądowanie. Michalak popędził na skrzydle, zagrał po ziemi w pole karne, gdzie stało z sześciu zawodników Probierza. W normalnych okolicznościach któryś by sobie poradził z nie najlepszym zagraniem skrzydłowego Wisły, ale że trafiło na defensywę trapioną atakami amnezji, do piłki dopadł Varela i przez nikogo nieatakowany wpakował ją do pustaka. Nieporadność niepodlegająca żadnej racjonalnej argumentacji, Probierz musiał kipieć.

A to był dopiero początek. W 62 minucie Kiełpin elegancko podał na dwudziesty metr do piłkarza gospodarzy, ci wyszli czterech na dwóch – pewniak jak złoto – mimo tego akcję finalizował Zenjov z ostrego kąta strzałem w bandę reklamową. O komentarz poprosilibyśmy psychologa sportowego, ale żaden akurat nie znajdował się w pobliżu.

W 70 minucie Cracovia znowu pograła dużo szybciej, wykorzystując przerzutem rozpędzonego na skrzydle Finka. Ten dośrodkował, piłka ostatecznie wylądowała na szesnastym metrze, skąd Hernandez spełnił marzenia kibiców Pasów. Gdyby nie kiks Piątka, byłaby to akcja dziesięć na dziesięć. Tylko czemu tak późno? Co blokowało Cracovię, by grać tak od początku? Kiedy szturmowała bramkę Kiełpina, Wisła kompletnie traciła orientację w terenie.

W dalszym ciągu jednak jej defensywa wyglądała jak rozklekotana wersalka. W 80 minucie przetestować jej wyporność postanowił Merebashvili. Zakręcił Zenjovem, po czym przyłożył ile sił w stronę Sandomierskiego. Ten zamiast odbić ją przed siebie, skierował ją do własnej bramki. W kluczowym dla drużyny momencie dał się facet nabić, aczkolwiek to był naprawdę mocny strzał Gruzina. Za to Zenjov… Grający zazwyczaj twardo jak tur dał się objechać jak niczym dzieciak. W 89 minucie kompletnie zdemobilizowana obrona Pasów dała sobie wpakować trzecią sztuke. Koncentracja sparingowa, brak słów.

Cracovia ile zagrała, tyle dostała w zamian i szósta porażka w sezonie stała się faktem. Zespół wymknął się Probierzowi spod kontroli i dalej ładuje się w przepaść.

fot. arkowcy.pl/Wojciech Szymański

Komentarze

What's Your Reaction?

Zdziwiony Zdziwiony
0
Zdziwiony
Smutne Smutne
0
Smutne
Słabe Słabe
0
Słabe
Super! Super!
0
Super!
OMG OMG
0
OMG

Ekstraklasa: Cracovia dalej pogrążona w śpiączce, Probierz nie panuje nad sytuacją.

Choose A Format
Personality quiz
Series of questions that intends to reveal something about the personality
Trivia quiz
Series of questions with right and wrong answers that intends to check knowledge
Poll
Voting to make decisions or determine opinions
Story
Formatted Text with Embeds and Visuals
List
The Classic Internet Listicles
Countdown
The Classic Internet Countdowns
Open List
Submit your own item and vote up for the best submission
Ranked List
Upvote or downvote to decide the best list item
Meme
Upload your own images to make custom memes
Video
Youtube, Vimeo or Vine Embeds
Audio
Soundcloud or Mixcloud Embeds
Image
Photo or GIF
Gif
GIF format