Ligowe punkty jak czekolada do prezentu. Biała Gwiazda rozmontowała Pasy w końcówce. | PolskaPiłka24.Net

Ligowe punkty jak czekolada do prezentu. Biała Gwiazda rozmontowała Pasy w końcówce.

Patrząc wyłącznie na zdobycz punktową obu drużyn – Wisła znajdowała się na drugim miejscu w tabeli, Cracovia na trzecim, ale od końca – zdecydowanym faworytem tego meczu zdawali się być gospodarze. Trzy zwycięstwa w czterech meczach, awans w Pucharze Polski domknięty w regulaminowym czasie gry – zdecydowane lepsze nastroje panowały przy Reymonta niż przy Kałuży. Z drugiej strony,  uczciwie rzecz ujmując – Pasy miały już okazję zagrać z dwoma zespołami z zeszłorocznej pierwszej czwórki, zaś Wisła dotąd obijała się z samymi średniakami i od jednego z nich zdążyła nawet zebrać w cymbał – w tej rywalizacji z Cracovią jest na remis.

Nas oczywiście interesowało coś zupełnie innego – anturaż spotkania. Derby, Kraków, nienawiść trybun, zaangażowanie i nieporegulowane rachunki piłkarzy i trenerów obu klubów – trzeba było mieć oczy dookoła głowy, by żadna z poza boiskowych akcji nie umknęła naszej uwadze. Szczerze? Szykowaliśmy się na emocjonalną burdę. Kiksy, faule na pełnej, darcie ryja, porozrywane getry, językowy rynsztok widowni.

Probierz, który nie omieszkał powspominać dawnej przygody w Wiśle, podsumowując Cupiała – oczywiście niedosłownie – jako buraka. Probierz, który Sobolowi nie podaje ręki. Trzeba przyznać, że nowy trener Pasów doskonale się odnalazł w warunkach okopowych. Zamiast nawoływać do pokoju, chwycił za moździerz i oddał pierwszy, niesygnalizowany wystrzał. A do tego starzy Wiślacy z Brożkiem i Małym na czele, którzy ostatni raz z Cracovią wygrali lata temu. Napastnik Białej Gwiazdy po ostatnim meczu z Nafciarzami nie ukrywał, że najwyższa pora zatrzymać ten licznik, gdyż jako kibicowi Wisły nie daje mu to spokoju.

Zupełnie inny wymiar rywalizacji. Ligowe punkty? Drugi plan. Przede wszystkim – skalp przeciwnika.

Początek meczu kręcił się wokół koła środkowego z pojedynczymi akcjami zaczepnymi, które szły głównie skrzydłami. Czy stworzono dzięki temu jakiekolwiek zagrożenie? Bynajmniej. Ewidentnie jedni nie chcieli się odsłonić drugim i przewagę miała zdobyć ta drużyna, którą przytka w drugiej kolejności. Był rzut wolny Brleka, był rożny Drewniaka, ale oba stałe fragmenty rozegrano bez polotu. Właściwie cały ruch w stronę obu bramek szedł bokami, a nam z każdą kolejną minutą również wychodziło to bokiem.

Probierzowi wystarczyło jedenaście minut, by spiąć się po raz pierwszy z technicznym. Chodziło mu pewnie o cały metr różnicy pomiędzy miejscem rozegrania rzutu wolnego a tym, w którym doszło do przewinienia. Co za gość.

Oglądaliśmy parafestiwal muzyki gwizdanej. Sędzia zdawał się biegać z nim w zębach, kibice co rusz komentowali w ten sam sposób jego decyzje. W pewnym momencie zaczęliśmy szukać dobrej kliniki laryngologicznej. Żeby jeszcze chłopaki pograli lepiej w piłkę, byłoby to do zniesienia, niestety oglądaliśmy szarpaninę babol za babol. Podanie, faul, kiks, w jedną stronę i w drugą. W nieporadności wszyscy prezentowali równą formę.

W 21 minucie Covilo otrzymał przypadkowo bitą piłkę, a że stał w polu karnym Buchalika, spróbował strzału. Zrobił to na tyle pieszczotliwie, że z prezentu ucieszył się jeden z kibiców Wisły. Sukcesywnie demontowano w nas pozytywne nastawienie do tego widowiska. Zaczęliśmy odliczać minuty do momentu, aż piłkarze spuchną i zrobi się na ich popisy więcej miejsca. Tymczasem Drewniak z Piątkiem poklepali przed polem karnym Wisły, finalnie futbolówkę dostał napastnik Pasów i w sytuacji sam na sam wypełnił swój obowiązek jak należy.

Gospodarze musieli zacząć gonić wynik, a my z powrotem uwierzyliśmy, że jednak obejrzymy przy Reymonta trochę piłki nożnej. Ich problem jednak polegał na tym, że od pierwszej minuty wyglądali na niesamowicie spiętych. „Jestem tak zdenerwowany, że po prostu mnie rozsadza” Grzegorza Skwary pasowało tu jak ulał. Wisła niczego nie grała.

Z kolei Drewniak… Często po nim jeździliśmy, lecz w tym spotkaniu grał więcej niż przyzwoicie. Odważnie, do przodu, zaliczył asystę przy golu Piątka. Terapia Probierza zaczynała przynosić pierwsze efekty, oglądaliśmy bowiem zupełnie innego, lepszego piłkarza. Gdyby nie znana facjata, pomyślelibyśmy, że goście przemycili do składu nowego, całkiem niezłego pomocnika.

Na drugim biegunie znajdował się Buchalik. Dwukrotnie w pierwszej połowie wypluł przed siebie piłkę i nie mieliśmy żadnych wątpliwości, że Probierz w przerwie nakazał swoim zawodnikom kolejne próby ostrzelania z dystansu jego bramki. Przy dośrodkowaniach też nie wyglądał na kogoś, kto kontroluje przestrzeń powietrzną w swoim polu karnym, rzecz jasna przy współudziale swoich obrońców. Miał też parę dobrych interwencji, ale jego postawa bardziej przypominała maszynę losującą niż automat.

Wisła w końcowych minutach pierwszej połowy zepchnęła Cracovię pod ich płot, jednak ciągle brakowało jej pomysłu, jak te zasieki pokonać. Piłkarze Probierza kasowali niemal każdą ich próbę rozegrania akcji, podwajali krycie, latali po boisku jak wygłodzone pitbulle. Wygrywali głównie dzięki konsekwentnej grze przed swoim polem karnym.

Drugą połowę Cracovia powinna otworzyć golem na 2:0. Nieporadnie, aczkolwiek skutecznie pokiwał Mihalik, podał do Szczepaniaka, lecz ten zamiast zdołować Białą Gwiazdę, przyładował w trybuny. W 52 minucie Lopez przedryblował Wójcickiego i to był najlepszy fragment tej akcji, potem do akcji wkroczyli pozostali obrońcy Pasów i wyczyścili teren. Wisła w dalszym ciągu wyglądała na drużynę z przestawioną wajchą.

Cracovia lepiej operowała piłkę, grała mądrzej, wysoko pressowała i nie szukała kwadratowych jaj. Szybkimi podaniami raz dwa przechodziła do ataku, a nas zadziwiała bierna postawa defensywy Wisły. W jednej sytuacji zawodnik gości kryty przez trójkę piłkarzy Ramireza bez trudu znalazł pomiędzy nimi miejsce na odegranie do Szczepaniaka. W drugiej linii Białej Gwiazdy pojawiła się tak wielka dziura, że można było postawić tam dyskont. Cracovia wchodziła jak do siebie – bokiem, środkiem, długim podaniem, krótkim. Gdyby chciała, weszłaby do szatni Wisły. Oknem.

W 65 minucie Dytiatjew faulował zawodnika Wisły przed swoim polem karnym. Idealne miejsce, by dla kogoś z dobrym pokrętłem zdobyć gola. Zgłosił się Lopez. Efekt? Wynik ani drgnął, Biała Gwiazda pracowała na porażkę pełną parą. W 71 minucie po rozegraniu na skrzydle Pasy po raz kolejny wpakowały się w szesnastkę gospodarzy i tylko w sobie znany sposób nie zrobiły drugiego gola.

W 74 minucie Pestka, rozgrywający przyzwoity mecz, pokazał, czym skutkuje brak doświadczenia. W środku pola ostro faulował Małeckiego i zarobił drugą żółtą kartkę. Zapłacił podatek od braku wyobraźni, ale to taki wiek. Naszym zdaniem będzie z niego kawał piłkarza.

Cracovia od tego momentu wycofała się na z góry upatrzone pozycje, a Wisła próbowała ją rozpakować. Rzecz w tym, że drużyna Probierza taktycznie grała jak w zegarku. Rozegranie gospodarzy do boku, a tam już czekała trójka jego zawodników.

Wydawało się, że dla Wisły nawet remis będzie poza jej zasięgiem. Nic podobnego. W 80 minucie zemścił się na Pasach brak skutecznie grającego na boku Pestki. Lopez pod jego nieobecność przedryblował rywali i po krótkim wpakował na 1:1. Niemożliwe, a jednak – Cracovia gasła w oczach, a Wisła dostała drugie życie. W 86 minucie fantastycznie przylutował Halilović, jeszcze lepiej interweniował Sandomierski i wyjął piłkę lecącą w okno jego bramki. Dwie minuty później po akcji środkiem pola Brożek strzelił gola z metrowego spalonego. Cracovia pływała, Wisła rzuciła się jej do gardła i sekundy później przegryzła jej tętnicę. Dośrodkowanie Sadloka Lopeza leniwie wpakował od słupka do siatki. Nie-do-wiary. 194 derby Krakowa dla Wisły.

Wisła Kraków 2:1 Cracovia

26’ Piątek

80’ Lopez

89’ Lopez

Wisła: Buchalik, Cywka, Głowacki, González, Sadlok , Llonch (46’ Brożek), Vélez (76’ Halilović), Brlek, Małecki, Bartosz (61’ Ze Manuel), Lopez

Cracovia: Sandomierski, Wójcicki, Malarczyk, Dytiatjew, Pestka, Covilo (53’ Deja), Drewniak, Szczepaniak (76’ Deleu), Mihalik, Zenjov (72’ Wdowiak), Piątek

Żółta kartka:  – Covilo, Pestka (x2)

Czerwona kartka: – Pestka

Sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz)

Widzów: 25523

Komentarze






Wisła5
Cracovia5.5
Mecz6.5
5.7

Share this post