Polacy w Ligue 1. Podsumowanie rundy | PolskaPiłka24.Net
Rybus Lyon 2

Polacy w Ligue 1. Podsumowanie rundy

Choć w lidze francuskiej nie ma tak długiej przerwy jak w Ekstraklasie, bo zaledwie miesiąc, jest to właściwy moment na podsumowanie występów Polaków w klubach Ligue 1. Ta runda była w pewnym sensie historyczna, ponieważ na francuskich boiskach mogliśmy podziwiać występy aż sześciu reprezentantów naszego kraju.

KAMIL GLIK

Największy zwycięzca spośród wszystkich Polaków występujących w Ligue 1. Przychodził jako zbawca, który miał w końcu wprowadzić ład i porządek w defensywie Monaco. Było to konieczne, ponieważ drużyna z Księstwa straciła w poprzednim sezonie aż 50 bramek, co było wynikiem kompromitującym jak na trzecią drużynę w tabeli. Po bardzo udanych latach w Torino można było zakładać, że okres adaptacyjny w jego wypadku będzie trwał krócej, i tak się stało. Od samego początku był niezwykle pewny w defensywie i skuteczny w ataku. Choć jest dopiero w połowie drogi, aby nawiązać do wyczynu z sezonu 2014/15, kiedy to w Seria A zdobył siedem bramek i jedną dołożył w Lidze Europy, to i tak cztery gole strzelone w obecnym sezonie są jak na obrońcę osiągnięciem ponad stan. A chyba wszyscy pamiętamy jego strzał w meczu z Bayerem Leverksuen w rozgrywkach Ligi Mistrzów, petarda. Najczęściej przy boku Kamila Glika występuje Jemerson i tak naprawdę młody Brazylijczyk nie mógł lepiej trafić. Przy naszym rodaku może nauczyć się skutecznej, twardej gry i zarządzania defensywą w odpowiedni sposób. Kto wie, czy skuteczność AS Monaco (56 bramek w 20 spotkaniach!) nie jest uzależniona właśnie od postawy Glika. Ofensywni zawodnicy widząc, jak pewnie zachowuję się stoper, pozwalają sobie na śmielsze ataki, pomijając w pewnym stopniu obowiązki w defensywie. Reprezentant Polski parokrotnie znajdował się w najlepszej „11” kolejki, a dziennik „Le Monde” uznał go za czwartego najlepszego obrońcę ligi ze średnią not 6,00 w dziesięciostopniowej skali. Największe osiągnięcie spłynęło jednak z łamów innego francuskiego dziennika „L’Equipe”, gdzie internauci przy wyborze najlepszych zawodników w całym roku 2016, uwzględnili Kamila Glika na środku obrony, przy boku Thiago Silvy. 

IGOR LEWCZUK

Kto wierzył, że 31-letni zawodni, który zaledwie dwa lata temu grał w Zawiszy Bydgoszcz, wejdzie z buta i wyważy drzwi noszące nazwę Ligue 1? Ja z pewnością nie, co w sumie przysparza jeszcze więcej dumy z dyspozycji w barwach Bordeaux Igora Lewczuka. Tym bardziej że Polak przychodził jako koło ratunkowe, po bardzo udanym sezonie w Legii Warszawa i historycznym awansie do Ligi Mistrzów. Pierwszym wyborem działaczy francuskiej drużyny był Artur Jędrzejczyk, ale ten wolał ciepełko rosyjskich rubieży niż Château Mouton Rothschild rocznik 1992. Jak kto woli. Tak więc transfer Igora był robiony w tempie ekspresowy z polecenie agenta, który reprezentuje zarówno Lewczuka, jak i Jędrzejczyka. Polak wystąpił dwunastokrotnie i jak samej drużynie nie idzie najlepiej, 10.pozycja, tak do postawy polskiego stopera nie można mieć najmniejszych zastrzeżeń. Absencje Lewczuka w wyjściowej „11” nie były spowodowane błędami obrońcy, a decyzją trenera Jocelyna Gourvenneca, który starał się znaleźć rozwiązanie na słabą postawę drużyny. Jedyną bramkę Igor Lewczuk strzelił w spotkaniu z Guingamp 20.11, dzięki czemu znalazł się w „11” kolejki dziennika „L’Equipe”. W ogólnym podsumowaniu odniosę się ponownie do „Le Monde”. Według tej gazety średnia ocen Polaka w tej rundzie wynosi 5,54 i jest to najwyższa nota w całej drużynie Bordeaux. Nic dodać, nic ująć. 

KAMIL GROSICKI

To, że podsumowujemy występy Kamila w Ligue 1, a nie Premier League jest największą bolączką samego zawodnika. Już miał być transfer do Burnley dogadany, już zawodnik leciał do Anglii, aby dopiąć ostatnie szczegóły, a wyszła dupa i po transferze pozostała jedynie okładka „Przeglądu Sportowego”. Był to duży cios dla zawodnika i przyszłość w barwach Rennes, które robiło problemy w trakcie negocjacji, przedstawiała się w szaro-czarnych barwach. W tym właśnie momencie wyszła cała determinacja i profesjonalizm w postawie Grosickiego. Transfer nie wyszedł, trener na Ciebie nie stawia, a Ty mimo to dajesz z siebie 100%, nawet jeśli wchodzisz na ostatni kwadrans. Christian Gourcuff wyżej ceni usługi Paula-Georgesa Ntepa i gdy ten jest zdrowy, rozpoczyna większość spotkań w wyjściowej „11”, ale nie przekłada się to na różnicę w bilansie między skrzydłowymi. Ntep w piętnastu spotkaniach zdobył dwie bramki i asystował przy pięciu kolejnych, Kamil Grosicki w dwunastu meczach ma cztery bramki i trzy asysty, wszystkie gole strzelił, wchodząc z ławki, a ta ostatnia w spotkaniu z Saint-Etienne może kandydować o miano gola sezonu.

Mimo bardzo dobrej postawy polskiego skrzydłowego jego sytuacja raczej nie ulegnie zmianie. Póki Rennes jest w czubie tabeli i ma szansę na grę w europejskich pucharach, póty Christian Gourcuff będzie stawiał na swoich pewniaków, a w tym gronie nie ma miejsca dla Kamila. Możliwe, że już za chwilę nie będzie trzeba zastanawiać się nad przyszłością Grosickiego w Rennes, bo z pewnością zawodnik ma sporo ofert i niewykluczone, że z którejś w zimowym okienku transferowym skorzysta.

MACIEJ RYBUS

Drugi zawodnik ze stajni Mariusza Piekarskiego, który trafił tego roku do Ligue 1. Dla Macieja Rybusa był to najwyższy czas na zmianę otoczenia. Po czterech latach gry w mało sympatycznym rejonie, jakim jest Groźny, polski zawodnik przeszedł do Olympique Lyon. Był to transfer bezgotówkowy, ale i tak odbił się dużym echem, bo taka marka jak OL rzadko jest zainteresowana polskimi zawodnikami. Póki Lyon grał formacją 3-5-2 Rybus grał wszystko, jednak wyniki nie były zadowalające i Bruno Genesio postanowił postawić na 4-3-3 i na lewej obronie częściej widywaliśmy Jeremy’ego Morela. Tak więc ciężko przypisać Rybusa do konkretnej pozycji, gra na całej długości lewej strony boiska, od obrony, przez pomoc, aż po atak. Takie rzucanie po pozycjach może i nie służy stabilizacji, ale jednak spora liczba meczów w pomocy obliguje do uczestniczenia w akcjach ofensywnych. 14 spotkań i zaledwie jedna asysta, taki bilans nie powala, ale Maciej Rybus wykonuje dobrą robotę w defensywie i jego braku w ofensywnie nie są aż tak bardzo mu wytykanie.

MARIUSZ STĘPIŃSKI

Mimo zaledwie 21 lat to już druga próba podbicia „zachodu” w wykonaniu Mariusza Stępińskiego. Pierwsza nie należała do zbyt udanych, bo w trakcie dwuletniej przygody z FC Nurnberg nie udało mu się nawet zadebiutować w pierwszej drużynie. Wrócił do Polski i po niezbyt udanym wypożyczeniu do Wisły Kraków odpalił w Ruchu Chorzów. Jako najlepszy polski napastnik z dorobkiem 14 trafień postanowił spróbować swoich sił we Francji. Trafił za 2 mln euro do FC Nantes, którego prezesem jest Polak, Waldemar Kita. Jeśli drużyna popularnych „Kanarków” z czegoś słynie, to na pewno nie jest to ofensywa. Od lat mają problem ze skutecznością czego przykładem może być ich bilans za zeszły sezon. 33 strzelone gole w 38 spotkaniach, to wynik godny warszawskiej B-klasie, a nie Ligue 1. Najlepszym strzelcem był Emiliano Sala z dorobkiem sześciu goli, co też nie powala. Przyszedł Mariusz i jak za machnięciem magicznej różdżki gra Nantes uległa zmianie? Niestety nie. Zespół miał prezentować się lepiej, ściągnięto po to Rene Girarda (mistrzostwo z Montpellier w 2012 roku), ale doświadczony trener zupełnie sobie nie poradził i pożegnano go po niespełna pół roku. Dotychczasową zaletą Nantes była gra w defensywie, ale w obecnym sezonie nawet to szwankowało. Jak więc na tle tego składu węgla i papy wypadł polski napastnik. W miarę dobrze trzy bramki i cztery asysty to nie jest dużo, ale jak powiem, że Stępiński wypracował ponad 50% wszystkich bramek Nantes w Ligue 1, to taki bilans prezentuje się znacznie okazalej prawda? Ogromna niechęć kibiców do prezesa i próby wykonania na nim linczu, szybka zmiana trenera i bardzo słaba gra zespołu, to wszystko nie napawa optymizmem, więc mała rada dla Mariusza, dokończ sezon w Nantes i staraj się o angaż w lepszej drużynie.

Grzegorz Krychowiak

O postawie Grzegorza Krychowiaka w PSG można już pisać pracę dyplomową. Przeanalizowano każdy element, od relacji w szatni, przez taktykę drużny, po samą osobę trenera. W każdym aspekcie coś nie gra. Koledzy mają go nie lubić, Krychowiak jest zbyt „drewniany”, wiele teorii się pojawia i w każdej coś musi być na rzeczy. Bo jak w trakcie zaledwie 3-4 miesięcy z zawodnika ocierającego się o  „11” turnieju Euro 2016 można stać się piłkarzem elektrycznym, który ma problem z wykonaniem najprostszych podań. Przechodząc z Sevilli za 30 mln euro, wydawało się, że jest to transfer idealny, nikt nie spodziewał się, że Polak rozegra zaledwie 16 spotkań, które dadzą tragiczną sumę 907 minut spędzonych na boisku. Kwintesencją dokonań Krychowiaka jest znalezienie się w jedenastce największych rozczarowań Ligue 1 według dziennika „L’Equipe”. I w tym momencie warto spuścić zasłonę milczenia i nie piętnować dalej występów Grzegorza Krychowiaka. Sam wie, w jakiej sytuacji się znalazł i jak najlepiej zachować się w tym momencie.

Komentarze



Share this post