Słowo po Legii: Nie przegraliśmy z ogórkami. My nimi jesteśmy | PolskaPiłka24.Net

Słowo po Legii: Nie przegraliśmy z ogórkami. My nimi jesteśmy

– Nie da się ochłonąć. Jest wkurwienie. My tam powinniśmy być. Nie oni.  A jest na odwrót. To nie jest wytłumaczenie, że graliśmy w dziesięciu. To była drużyna z Mołdawii, a my w europejskich pucharach graliśmy ostatnio co roku. To najbardziej wkurwia – powiedział po meczu z Sheriffem wściekły Artur Jędrzejczyk cytowany przez portal „Legia.com”. Najbardziej wkurwia jednak to, że piłkarze Legii wciąż myślą, że piłkarsko od drużyn z Kazachstanu i Mołdawii są lepsi. A nie są.

Dwumecz z Sheriffem, podobnie jak ten z Astaną, udowodnił to, jak bardzo w tyle polska piłka klubowa została w ostatnich latach. Wiele osób – bezpodstawnie i mylnie – mówiło, że mistrz Polski przegrał z ogórkami z Mołdawii. Owszem, przegrał, ale nie z ogórkami. Sheriff dysponuje ośrodkiem treningowym lepszym niż 3/4 klubów polskiej Ekstraklasy, istnieje tak naprawdę kilkanaście lat, a już wielokrotnie wygrywał rozgrywki ligowe i jak pokazały dwa ostatnie czwartki, rozpoczął szturm na bramy europejskich pucharów.

Co z tego, że w składzie Sheriffa nie ma wielkich gwiazd pokroju Cristiano Ronaldo i Garetha Bale`a, którzy rok temu odbijali się od warszawskiej ściany podczas meczu przy Łazienkowskiej, skoro jest Badibanga i Bayala, co z tego, że w obronie drużyna z Tyraspolu nie ma Marcelo, którego w zeszłym sezonie Miroslav Radović i tak niemiłosiernie wkręcał w ziemię swoimi zwodami skoro jest, Cristiano Da Silva. Co z tego, że w środku pola nie ma Toniego Kroosa i Luki Modricia, skoro jest Josip Brezovec. I wreszcie co z tego, że na ławce trenerskiej nie ma Zinedine`a Zidane`a? Jest przecież Roberto Bordin, który pomysłami taktycznymi i rozwiązaniami poszczególnych akcji zniszczył Jacka Magierę.

Nie można powiedzieć, że Sheriff awansował w 100% zasłużenie, bo byłoby to przekłamanie. Legia stwarzała sobie więcej szans, miała większe posiadanie piłki, więcej skutecznych podań, ale na Boga, kogo to w obecnej piłce obchodzi. Nie musisz wymieniać w nieskończoność piłki, aby mieć gwarancję zdobycia bramki, nie trzeba 44 podań, jak w meczu ligowym Realu, aby pokonać rywala. Wystarczy dobre dośrodkowanie Brezoveca i główka Bayali, aby odebrać przeciwnikowi marzenia o grze w Europie.

***

I w tym momencie naturalnie można powiedzieć, że przecież Vadis, i że jeszcze na dodatek Nikolić i Prijović, a no i Leszka Pisza też już nie ma. Ale po co? Ci zawodnicy nie odeszli w przeddzień meczów w pucharach. O ich braku w walce o Europę wiadomo było już od dawna. Tylko głupcy myśleli, że Ofoe w Warszawie zostanie.

Pytanie można postawić więc jedno, dlaczego zapełnianie braków trwało tyle czasu?! Co robili skauci, na co czekał dyrektor sportowy i właściciel. Na gwiazdkę z nieba? Na wylosowanie Dundalk? Patrząc na obecną formę Legionistów należy stwierdzić, że i od Dundalk dostali by wpierdol. Bo chyba ten wpierdol lubią. Po co mieć zajęte czwartki skoro można mieć wolne? No po jaką cholerę? Nie wiadomo. Wiadomo, że przecież lepiej mieć wolne, logiczne. I tu jest moment podziękowań. Dziękujemy Wam drodzy piłkarze, bo dzięki Wam my też będziemy mieć w czwartki wolne.

Spójrzmy jeszcze jednak przez chwilę na transfery. Łukasza Monety pod uwagę nie bierzemy, ponieważ jest to totalna pomyłka. Udało się go raz pozbyć i nie wiemy po co ktoś jeszcze raz ściągnął go do Warszawy. Bo strzelił gola na młodzieżowym Euro? Szanujmy się…Spójrzmy więc na resztę. Mączyński do klubu dołączył najwcześniej – 6 lipca, 4 dni później przyleciał Hildeberto. 12 lipca dotarł Sadiku, a najpóźniej, bo 20 lipca – Pasquato. Problem w tym, że 12 i 19 lipca Legia miała swoje pierwsze mecze w kwalifikacjach Ligi Mistrzów, a już 26. grała z Astaną.

Kiedy więc nowi piłkarze mieli się odpowiednio przygotować? Pomijamy już fakt, że Berto miał za dużo kilogramów, a Pasquato razem z gwiazdami Juventusu mógł pograć co najwyżej w FIFE. Przecież na dobrą sprawę nawet zawodnik gotowy do gry na już, nie wdroży się do nowej drużyny w ciągu kilku dni, nie zdąży nawet zapamiętać imion nowych kolegów.

Ostatnio w mediach pojawiły się informacje o tym, że angielska federacja rozważa możliwość zamykania okna transferowego w swoim kraju przed startem rozgrywek. Pomysł fantastyczny, wprowadzić jak najszybciej w Polsce. Legia nie zdążyła by kupić nikogo? Jej problem, przynajmniej szansę otrzymaliby zawodnicy typu Jarka Niezgody, który w niedzielnym meczu z Wisłą Płock zapewnił warszawiakom komplet punktów. Wejście Niezgody w rewanżowym starciu z Sheriffem mogło być lekiem na całe zło, mogło być, ale tego się nie dowiedzieliśmy i nie dowiemy. Na boisku zamiast młodego Polaka pojawił się najdroższy transfer w historii Ekstraklasy – Armando Sadiku, który piłkę koncertowo przyjmuje piszczelem lub twarzą, jedyny taki piłkarz w tym kraju. A dlaczego Niezgoda nie miał nawet szansy na to żeby zagrać? Bo nie został zgłoszony. Zamiast tego, ktoś tam na górze w Legii zdecydował, że lepiej zgłosić do gry Radovicia, który na boisko wróci za kilka miesięcy. Parodia.

***

Jeszcze kilka miesięcy (tygodni?) temu wydawało się, że bez względu na osiągane wyniki Jacek Magiera w Legii jest człowiekiem nietykalnym. Swój, znany, wie co robi. Czy do końca wie? Trudno stwierdzić, ale coraz bardziej skłaniamy się w kierunku myśli, że nie ma pojęcia. Po remisie z Sheriffem w Warszawie, Magiera na konferencji prasowej wyglądał tak, jakby zaraz miał się rozpłakać. Łamał mu się głos, zacinał się. Facet zupełnie sobie nie radzi. Czy powinien zostać zwolniony? Jeszcze 3 tygodnie temu 90% fanów powiedziałaby, że nie. Teraz taka sama liczba powiedziałaby, że nie wie, może tak.

Zwolnienie trenera tradycyjnie rozwiązaniem nie będzie lub będzie tylko czasowym, takim jak przyjście Magiery właśnie, w miejsce Hasiego. Na jakiś czas efekt nowej miotły wystarczył, ale po pewnym okresie nowa miotła zaczęła się zużywać.

Najbliższe dni mogą być dla Magiery decydujące. Sam zapewne do dymisji się nie poda, bezpośrednio po Sheriffie Mioduski również go nie zwolni, ale w niedzielę mistrzów Polski czeka starcie z liderującym Zagłębiem, które może popchnąć stojącego nad przepaścią trenera stołecznej drużyny.

B.

 

Komentarze






Share this post